Chcesz konto? Wbijaj na discorda i daj znać - https://discord.gg/TGxXhe4 :) Aby móc pisa? na forum musisz si? Zalogowa? lub Zarejestrowa?
Dzi?ki forum zawsze b?dziesz na bie??co z informacjami o PR, czapkach, setach (ubraniach, przedmiotach). Konkursy z nagrodami! Polecisz swoje mapki i dowiesz si? wi?cej na temat powstaj?cej nowej wersji PR. I wiele, wiele wi?cej!
Warto si? zarejestrowa? :)


Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: -kubpica
2010-12-12, 14:08
OPOWIADANIA
Autor Wiadomość
KacperW 


PR3 Rank: 37
PR3 - Czapki: 7
Dołączył: 20 Lis 2010
Posty: 40
Posiadane Sery: 0
 #1  Wysłany: 2010-12-11, 21:44   OPOWIADANIA

Nasze opowiadania. Oto moje: Sorka, ?e nie ma akapitów i s? inne b??dy, ale ci??ko, bardzo ci??ko to skopiowa? do postu. WSZELKIE PRAWA ZASTRZE?ONE!!!!!!!


?wiat to dziwne miejsce...

GRA


George Lever zdmuchn?? warstw? kurzu przykrywaj?c? niewielkie plastikowe pude?ko. Zobaczy? napis ,,TOXIC – underground world” i jak?? posta? ubran? w specjalny strój ochronny, zabezpieczaj?cy przed toksycznymi odpadami. ,,Terrorystyczna fabryka najnowszych broni biologicznych wytwarza hektolitry toksycznych ?cieków, które spuszcza do rzek i kana?ów. Je?li kto? temu nie zaradzi, wielu miastom zagrozi wyciek niebezpiecznych substancji spod ziemi! Nikt jednak nie wie, gdzie owa fabryka si? znajduje. Jedyne wyj?cie to dotarcie do niej, id?c wzd?u? rzek chemikaliów. Przebierz si? w odpowiedni strój i ruszaj do boju! Przedosta? si? przez podziemne kompleksy kanalizacyjne, pe?ne toksycznych potoków i wodospadów kwasu! Dotrzyj do fabryki i wysad? j?! Uwa?aj jednak nie tylko truj?ce odpady. W kana?ach, wraz z radioaktywnymi substancjami zacz??y rozwija? si? drapie?ne gatunki!”- g?osi? napis na pude?ku.
Ch?opiec popatrzy? zdziwiony na swoje zakurzone palce. ,,Ta gra wygl?da na ?wietn?. Czemu le?y gdzie? z ty?u, w starym pudle, kurz?c si?? Dziwne”- pomy?la?. Wyj?? z kieszeni chusteczk? i wytar? ni? gr?. W?o?y? opakowanie pod bluz?, ?eby nie by?o go wida? i ruszy? w stron? wyj?cia. Po drodze zatrzyma? go Oliver Everret, starszy pan prowadz?cy ten sklep z grami.
- Znalaz?e? co? dla siebie?- spyta?, jak zwykle u?miechaj?c si? i obna?aj?c swe cztery sztuczne z?by.
- Tak, rozmy?lam nad kupnem niektórych cz??ci Need for Speeda. Chyba jutro wróc?. Do widzenia!
Ju? kilka razy krad? ró?ne gry z tego sklepu. Tym razem zap?aci? za to wysok? cen?…
Otworzy? drzwi frontowe swojego domu.
- Nathan!- zawo?a?.
- Czego?- Jego brat zbieg? po schodach.
- Patrz, co dzisiaj ukrad?em- odpar? o wiele ciszej George.
- Hmmm… ,,TOXIC- underground world”- Pi?tnastolatek przeczyta? opis gry i stwierdzi?:- Mo?na spróbowa?. Ale sko?cz z kradzie?ami. Kiedy? odbije ci si? to na zdrowiu- Na zdziwion? min? brata doda?:- Dlaczego? Bo najzwyczajniej na ?wiecie powiem to mamie.
George westchn?? i usiad? na swoim mi?kkim fotelu przed komputerem, w?o?y? p?yt? do nap?du, zainstalowa? gr? i zacz?? ,,pocina?”…
Rozgrywka nie okaza?a si? zbyt trudna. Polega?a tylko na przechodzeniu po niewielkich platformach i zabijaniu bardzo dziwnych stworów. Ch?opcu najbardziej spodoba? si? wilk z d?ugimi k?ami, cz??ciowo obro?ni?ty czerwonym futrem, o zielonej skórze i trzech wielkich, ?wiec?cych oczach. Potwory wygl?da?y bardzo realistycznie. George przez ca?y czas mia? wra?enie, ?e naprawd? jest obserwowany…
Gdy wy??czy? gr?, wra?enie nie min??o. Zdziwiony Lever zacz?? rozgl?da? si? po pokoju, czy przypadkiem nie patrzy na niego mysz lub jaki? paj?k. Niczego takiego nie zobaczy?. ,,Dziwne”- stwierdzi?. Wygl?da? przez okno, sprawdza? pó?ki, szuka? pod szaf?, zagl?da? za stert? p?yt z grami. ?ywego ducha nie znalaz?. Wi?c sk?d to osobliwe uczucie?
,,Wyobra?nia p?ata mi figle”- pomy?la?, cho? wcale go to nie uspokoi?o. Popatrzy? na zegarek. Zbli?a?a si? ju? dwudziesta pierwsza (a zacz?? gra? oko?o szesnastej). Mimo tego, ?e chodzi? spa? najcz??ciej o pó?nocy, dzisiaj postanowi? po?o?y? si? wcze?niej. Nast?pnego dnia mia? odpytywanie z matmy, korki z angielskiego i popraw? sprawdzianu z historii, jednak w ogóle si? nie uczy?. Zamierza? tylko wypocz??, bo czeka? go ci??ki dzie?. Nawet nie wiedzia?, jak ci??ki…
George nie cierpia? lekcji wychowania fizycznego. Nie dlatego, ?e nie by? wysportowany, wr?cz przeciwnie. Pan Mark Horsley to… hmmm… bardzo denerwuj?cy facet. Potrafi z cz?owieka wycisn?? siódme poty, poni?aj?c go, a potem nawrzeszcze?, jak bardzo spartoli? ?wiczenie. Nienawidzili go wszyscy z jego podopiecznych. Skargi nic nie dawa?y. George mia? wra?enie, ?e w tej szkole nauczyciele s? przeciwko uczniom.
Lever mia? jednak szczególnie spalone u belfrów, bo mówi? im wszystkim co? bardzo gro?nego: prawd?. Od zawsze przekazywa? im to, co o nich my?la?. Wkurza? wiele osób swoim zachowaniem, ale u niektórych zdobywa? dzi?ki temu sympati?.
Ch?opiec ruszy? w stron? sali, my?l?c o czterdziestopi?cio minutowym koszmarze, jaki go tam czeka?. Ledwo otworzy? drzwi, us?ysza?:
- O, mój ulubiony pan Lever. Ups, przyszed? pan ostatni. No có?, 10 kó?ek wokó? boiska. Sprintem!
- Niesamowite! Jest pan na tyle inteligentny, ?eby wymy?le? nowy sposób wy?ywania si? na uczniach.Serdecznie gratuluj? i ?ycz? dalszych sukcesów- u?miechn?? si? ukarany. Twarz nauczyciela zrobi?a si? czerwona, a w jego oczach niebezpiecznie b?ysn??o. Kiedy kto? za nim zachichota?, w u?amku sekundy odwróci? si? i wrzasn??:
- Za kar? ca?a klasa b?dzie do ko?ca lekcji robi? sesje po 100 pompek, 70 brzuszków i 50 grzbietów!!! Od teraz!- Gdy us?ysza? j?ki i protesty, doda?:- Podzi?kujcie panu Leverowi.
A teraz do roboty!!!
Gdy zabrzmia? dzwonek, wi?kszo?? osób wysz?a z sali, zataczaj?c si?, sapi?c, z?orzecz?c i ocieraj?c pot z czo?a (po raz setny w ci?gu ostatnich czterdziestu pi?ciu minut). George jako jeden z trzech tylko sapa? i wyciera? pot, ale nie by? nie?ywy ze zm?czenia, jak prawie ca?a reszta. Mia? ?wietn? kondycj?. Nawet nie wiedzia?, ?e mu si? to wkrótce a? tak przyda…
Uciek? szybko przed w?ciek?ymi kolegami, po czym u?y? krótkofalówki i wezwa? swojego przyjaciela, Josepha Closkeya.
- I jak ci si? podoba?o?- spyta? ze z?o?liwym u?mieszkiem.
- Przegi??e?, ch?opie. Serio. Ale i tak ?wietnie si? ubawi?em, kiedy? mu tak dowali? - przyzna? po chwili.
- Mimo wszystko, przepraszam. Mia?em, nadziej?, ?e mnie wywali do psychologa albo do dyra i nie b?d? w tym uczestniczy?. Nie zniós?bym, jakby znowu zwyzywa? Lucasa od grubasów i t?u?ciochów.
- No, to faktycznie jest wkurzaj?ce- stwierdzi?.
- Dobra, zmie?my temat. Wczoraj… eee… kupi?em now? gr?.
- Jeny, ty znowu z tymi grami?- Joseph wywróci? oczami.
- No, ale…
- …Ta jest naprawd? fajna. S?ysza?em to ju? setki razy. Daj spokój- Ch?opak machn?? r?k? i poszed? w stron? klasy. George westchn?? i równie? ruszy?.
Cztery godziny pó?niej, po lekcji chemii, w czasie której Lever dosta? uwag?, Joseph szed? z przyjacielem do jego domu. Po drodze spotkali Bena Hoddera, ich koleg? z klasy. Powiedzia? on, i? widzia? jak?? dziwn? posta? ubran? w ?ó?ty kostium niedaleko ich osiedla. Gdy sko?czy?, Georgowi zakr?ci?o si? w g?owie. Musia? przysi??? na pobliskiej ?awce. Kiedy Ben spyta?, co mu jest, przegoni? go nerwowym ruchem r?ki. Ten gest dotyczy? równie? Josepha, który po chwili kiwn?? g?ow? i poszed?, wiedz?c, i? przyjaciel wszystko wkrótce wyja?ni.
George prawie kwadrans pó?niej przekroczy? próg domu, chwiej?c si? jak pijany. Wdrapa? si? po schodach, po czym dopad? opakowania ,,TOXICA”, ?eby zobaczy?, czy mia? racj?. Niestety, tak. Strój m??czyzny na ok?adce by? ?ó?ty. Czyli… ten facet uciek? z gry! Nie, co za idiotyzm. A mo?e jednak? Na ?wiecie ca?y czas mówi si? o bardzo dziwnych zdarzeniach. Jednak ani razu nie s?ysza? w mediach, aby kto? zg?osi? o ucieczce postaci z gry.
Pokr?ci? g?ow?, odetchn?? g??boko. Spo-koj-nie. To na pewno da si? jako? racjonalnie wyt?umaczy?. Mo?e jaki? ekscentryczny facet w ?ó?tym stroju kr?ci si? po okolicy? Hmmm… S?abo zabrzmia?o to wyja?nienie.
Nast?pne pó? godziny sp?dzi?, siedz?c na ?ó?ku i rozmy?laj?c nad ca?? t? sytuacj?. Ba? si? sprawdzi? swojej tezy w grze. Nagle co? mu przysz?o do g?owy. Zacz?? wodzi? palcem po pude?ku, szukaj?c firmy, która wyprodukowa?a ,,TOXICA”. Gdy znalaz?, a? go zatka?o z wra?enia. To korporacja! Korporacja M.A.G.M.A. Energy. Zna? j? doskonale. Wyst?powa?a w dwóch grach.
W obu by?a przyczyn? niemal?e ca?kowitej zag?ady ludzko?ci.
Le?a? chwil?, sapi?c z wra?enia. Skoro istnia?a naprawd?, mo?liwe, i? rzeczywi?cie by?a niewiarygodnie gro?na dla spo?ecze?stwa. Skoro ona stworzy?a t? gr?, to… musi tam zadzwoni?.
Buszowa? przez chwil? w Internecie i znalaz? numer. W?a?nie niezbyt szybkimi ruchami (dr?a?y mu palce) wpisywa? go w komórce, kiedy nagle us?ysza? g?o?ny krzyk. A? podskoczy? z wra?enia, lecz po chwili uspokoi? si?, bo to mama wo?a?a na obiad. Zamkn?? stron? M.A.G.M.A.com. Gdy pokaza? mu si? pulpit, mia? wra?enie, ?e ikonka ,,TOXICA” (m??czyzna w ?ó?tym stroju) mrugn??a do niego. Przera?ony, wybieg? z pokoju.
Kwadrans pó?niej ostro?nie otworzy? drzwi i rozejrza? si?. Z ulg? stwierdzi?, ?e nie ma tu ?adnych dziwnych rzeczy czy stworze?. Na wszelkie co wy??czy? monitor i zadzwoni? do Korporacji M.A.G.M.A. Energy. Po kilku sygna?ach us?ysza? kobiecy g?os:
- Korpora…
- Wiem. Dzwoni? w sprawie gry- Przez chwil? panowa?a cisza. Po odetchni?ciu g??boko odpar?a:
- Ja…ja…kiej g…g…r…r…y?- George zdziwi? si?. Czemu powiedzia?a to takim podekscytowanym tonem? I w dodatku j?kaj?c si?.
- ,,TOXIC- underground world”.
- Eeeee… Przykro mi, ale Korporacja M.A.G.M.A. Energy nie produkuje gier.
- ?E CO? Ale…
- Do widzenia!
Ch?opak patrzy? zdumiony na ekran telefonu. Po??czenie zosta?o przerwane.
Ale jak to nie produkuje gier? Spojrza? jeszcze raz na pude?ko. Nie pomyli? si?. W takim razie ta kobieta k?ama?a. Zaraz… Po co pyta?a, jaka gra (i w dodatku takim tonem), skoro ten koncern podobno ich nie produkuje. Widocznie to jaki? nieudany (lub wr?cz przeciwne) eksperyment i nie chc? si? do tego przyzna?.
Lever ponownie westchn??, kr?c?c g?ow?. Wszystko to przypomina scenariusz jakiego? bardzo dziwnego filmu. A mo?e… jest psychicznie chory? Hmmm… taki argument wyja?nia wszystkie dotychczasowe wydarzenia. Oznacza?o by to, i? powinien zapisa? si? do psychiatry, chodzi? na terapie itd.
Nie. Stanowczo odrzuci? t? my?l. Do tej pory nikt tego nie stwierdzi? (chocia? cz?sto mówiono do niego:,, Czy? ty zwariowa??”).
Niespodziewanie us?ysza? za sob? chrz?kni?cie.
Odwróci? si?, zdziwiony.
Jego oczom ukaza? si? wysoki m??czyzna w ?ó?tym stroju ochronnym. Posta? z gry.
Ju? chcia? wrzasn?? z przera?enia, kiedy zosta? mocno ?ci?ni?ty za szyj? i podniesiony na wysoko?? specjalnych okularów m??czyzny. Us?ysza? sycz?cy g?os:
- B?dziesz cicho?- George chcia? skin?? g?ow?, lecz nie by?o mo?liwe, wi?c wycharcza?:
- Tssakk…
Ch?opak, puszczony przez Samuela (tak nazwano go w grze), run?? na pod?og?. Zacz?? rozciera? obola?? szyj?, ca?y czas patrz?c na posta? z gry ze strachem w oczach. Pierwsze, co powiedzia?, to:
- Cz…cz…e…g…g…o ch…c…c…e…sz?
- Ch?opie, nie bój si? mnie- za?mia? si? Samuel- Nie jestem niebezpieczny. Pos?uchaj…
- Cz…cz…y- Lever odetchn?? g??boko i powiedzia?:- Czy móg?by? ju? i???
- Nie. Mam propozycj? nie do odrzucenia: przez jaki? czas b?d? tob? kierowa?. W grze. Zamiana ról. Zgadzasz si?? To ?wietnie! Pa, pa!
Zanim przera?ony George zd??y? chocia? mrugn??, wpad? w migaj?cy wir, w którym ca?y czas si? kr?ci?, co powodowa?o u niego md?o?ci. I to tego te ostre b?yski… Po kilku sekundach ch?opak wpad? w jak?? czarn? dziur? i z ogromn? si?? uderzy? w pod?o?e. Wyj?c z bólu, zwymiotowa? i przez par? minut dochodzi? do siebie. W ko?cu run?? na ziemi? i zobaczy? w oddali niewyra?ny obraz. To przecie?… menu wyboru misji! Gdzie on si? znajdowa?? Od razu znalaz? odpowied?: W grze.
Kursor leniwie przeje?d?a? po misjach, a? w ko?cu Samuel wpisa? jaki? kod w okienku i wyskoczy? ostatni, fina?owy poziom. Rozleg?o si? podwójne klikni?cie. Niespodziewanie ch?opak zosta? uniesiony w powietrze (to by?a dziwna pró?nia z tlenem) i polecia? w stron? prostok?ta z napisem: ,,Misja 30”. Przez chwil? obawia? si?, ?e w niego uderzy, jednak zanim dolecia?, ca?e otoczenie zacz??o si? zmienia?: miliony pikseli najró?niejszych kolorów lata?y wokó? niego w t?czowej aurze. Przyczepia?y si? do siebie, tworz?c ?ciany, pod?o?e, kwas, rury… Trwa?o to zaledwie kilka sekund, w czasie których George czu? si? naprawd? dobrze i zapomnia? o swoich k?opotach.
W tym momencie zlecia? na gotow? platform? bez najmniejszego szarpni?cia czy lekkiego bólu. Od razu straci? dobry humor; przeszed? on w przera?enie. Ze wszystkich stron nadci?ga?y potwory. Setki...
Dopiero teraz zauwa?y?, ?e na barierce wisi karabin maszynowy. Jaka? si?a kaza?a mu do niego podej??. Zrozumia?, ?e steruje nim Samuel. Bardzo dziwne uczucie, gdy prawie
w ogóle nie ma si? w?adzy nad sob?. Z?apa? za bro?, ale nie móg? strzeli?. W grach cz?sto zabija?, lecz w rzeczywisto?ci… Zaraz! Przecie? to jest gra! Gdy sobie to u?wiadomi?, poci?gn?? za spust (3 sekundy po wydaniu takiego rozkazu). Kilkana?cie nabojów poszybowa?o w stron? potworów. Zabi?o kilka, rozbryzgn??a si? krew, rozlecia?y si? cz??ci cia?a. Wygl?da?o to dosy? makabrycznie, lecz Georgowi nawet spodoba?o si? to widowisko. Strzela? dalej, zabijaj?c kolejne hordy monstrów nadci?gaj?cych ze wszystkich stron. Co chwil? dochodzi?y do jego uszu przed?miertne wrzaski potworów, chrz?st rozlatuj?cych si? cia? i plusk rozlewanej krwi. A? si? wzdryga?, s?ysz?c to wszystko, ale sobie przypomnia?: ,,Jakie przed?miertne? W??czy si? misj? jeszcze raz i od?yj?!”
Jednak to nie by?o najwi?kszym problemem. Tych krwio?erczych stworze? przybywa?o, a George nie móg? ich wszystkich odeprze?. Po chwili przekona? si?, ?e w grze boli tak samo jak w rzeczywisto?ci.
Trójokie wilki, które bra? za ?mieszne stworki, by?y ?miertelnie niebezpieczne. W?a?nie ca?e wilcze stado wskoczy?o na jego platform?. Poczu? mnóstwo ugryzie? i tyle samo zadrapa?. Wrzasn?? z bólu, przej?ty niewiarygodnym bólem, po czym pad? na metal.
W tym momencie si?a Samuela poderwa?a go na równe nogi, co spowodowa?o kolejne cierpienia i krzyki. Wyj?? zza pasa pistolet maszynowy i rozstrzela? wszystkie potwory na platformie. To zmieni?o tylko troch? jego sytuacj?, bo nadal napiera?y ze wszystkich stron kolejne monstra. Sterowany przez Samuela, z?apa? za karabin i doka?cza? ,,dzie?a”.
Kilkana?cie minut pó?niej, po wielu setkach zabitych potworów, George by? wyczerpany
i ledwo si? wstrzymywa? od utraty przytomno?ci (i nie tylko od tego). Krew by?a wsz?dzie: rozbryzgni?ta na suficie, ?cianach, platformach, zmieszana z kwasem i zmieniaj?ca si? po chwili w par?. Ch?opiec próbowa? ogarn?? rozumem masakr?, której przed chwil? dokona?, lecz nie dawa? rady. Ledwo och?on?? po przeniesieniu si? do gry komputerowej, a ju? w pewnym stopniu pozna? wojn? i jej przera?aj?ce skutki.
,,Dobrze, ?e to nie ludzie, bo bym nie wytrzyma?”- pomy?la?, po czym spróbowa? wytrze? pot, ?ciekaj?cy mu ciurkiem po czole, lecz maska od jego stroju przeciwchemicznego, który mia? na sobie, skutecznie mu w tym przeszkadza?a. Robi?o mu si? coraz bardziej gor?co, a wiedzia?, i? nie mo?e zdj?? kostiumu, bo umrze. Opar? si? ci??ko o ?cian?, sapi?c g?o?no, starannie omijaj?c fragment rozerwanej nogi le??cy na pod?o?u. Po chwili zamkn?? oczy, aby nie widzie? krwistej pary, przelatuj?cej obok niego. W tym momencie co? mu przysz?o do g?owy. ,,To wszystko jest niesamowicie realistyczne; ból, gor?co, paruj?ca krew. Dziwne. Jakiego silnika graficznego u?y?a ta przekl?ta Korporacja M.A.G.M.A? Albo mo?e powinienem to nazywa?… silnikiem realizmu czy realistyczno?ci?”
Sta? jeszcze kilka minut, sapi?c i dysz?c ci??ko. Wraca? ju? do si?, mia? ?wietn? kondycj?. Nagle us?ysza? jaki? d?wi?k. Narasta? stopniowo, przybieraj?c na sile. George ju? go rozpozna?. ,,Tylko nie to!!! Bo?ebo?ebo?ebo?ebo?e!!!”- To by? tupot setek potworzych nóg. Lever stwierdzi?, ?e gorzej by? nie mo?e. Myli? si?; w tym momencie us?ysza? co? jeszcze. By? to g?os Samuela. Nie rozró?ni? wszystkich s?ów, jednak trzy a? go przygwo?dzi?y do ?ciany.
„ Rad? sobie sam”
Ch?opiec zauwa?y? z przera?eniem, ?e rzeczywi?cie nikt nim nie steruje. Ze strachu nie potrafi? si? nawet poruszy?. Kilka razy odetchn?? g??boko. Och?on?wszy natychmiast podbieg? do karabinu maszynowego i stwierdzi? z przestrachem, i? w tej broni zosta?y tylko 3 magazynki a nie niesko?czono??, jak w innych grach. A tupot nóg zbli?a? si? coraz bardziej…
W ostatniej chwili spostrzeg? granaty dymne wraz z karabinem laserowym porzucone w rogu platformy. Sekund? pó?niej potwory by?y ju? zaledwie kilkana?cie metrów od niego. Odwróci? si? i ju? chcia? strzeli?, gdy zobaczy? to, co w?a?nie go atakowa?o.
Blaster wypad? mu z r?ki. Otworzy? usta ze zdumienia i przera?enia. Mia? wra?enie, ?e czas stan?? w miejscu. Te monstra mia?y bro?.
Kilkana?cie pot??nych mutantów bieg?o prosto na niego, celuj?c mu w brzuch z pot??nych obrotowych minigunów. Ju? szykowa?y si? do strza?u. W tym momencie ch?opak zacz?? dzia?a?.
Natychmiast podniós? karabin laserowy, wystrzeli? kilkana?cie wi?zek, po czym rzuci? granatem dymnym. Ca?y czas strzelaj?c w coraz mniej widoczny korytarz, opu?ci? platform? i pu?ci? si? biegiem wzd?u? rzeki chemikaliów. ,,Jasny gwint! Ju? po mnie!”- pomy?la? zrozpaczony. Tu? przed nim pojawi?o si? kilka kolejnych potworów z broni?. Ju? znalaz? si? na ich celowniku. Wpad? w pu?apk?…
Umys? George`a dzia?a? b?yskawicznie. W u?amku sekundy skoczy? nad g?owy stworów, ?api?c si? rur i wystrzeli? w potwory. Niemal wszystkie pad?y, a wtedy rozhu?ta? si?
i skoczy? za plecy ostatniego, po czym z ca?ej si?y przy?o?y? mu broni?. Nie sprawdzaj?c wyniku swego ataku, pobieg? dalej. ,,Ca?e szcz??cie, ?e nie zaprogramowali wagi broni”- pomy?la?a jaka? nieobecna cz??? umys?u ch?opca. On jednak bieg? dalej, z przera?eniem zauwa?aj?c setki pocisków omijaj?cych go milimetry. Co chwila strzela? z karabinu we wszystkie strony, poniewa? by? atakowany bezustannie i to zewsz?d. Z coraz wi?kszym przestrachem zauwa?a? ogromne hordy mutantów, które pragn??y go zabi?. Ca?y czas cudem omija? ?mier?. Przypomnia?y mu si? koty. Podobno maj? po 9 ?y?. Troch? jak on. Zaraz… Dziewi??? Czy ju? nie wyczerpa? limitu?
Z tego lekkiego zamy?lenia wyrwa? go kolejny d?wi?k strza?ów. Odruchowo zrobi? w?lizg i z tej pozycji zastrzeli? potwora, a pociski po raz kolejny ledwo go omin??y, dziurawi?c r?kaw stroju. Poczu? si? jak superbohater. Mia? jednak wa?niejsze sprawy na g?owie. Bieg? ju? kilka minut, bezustannie walcz?c o ?ycie i dokonuj?c najró?niejszych uników. By? kra?cowo wyczerpany, a my?l o tym, ?e w ka?dej chwili mo?e zgin??, nie poprawia?a mu szczególnie nastroju. Musia? jednak da? rad? tym potworom. Có? to za ?mier?: skona? w rzece kwasu w jakie? grze komputerowej.
W tym momencie natychmiast sko?czy? ja?owe rozwa?ania. Zobaczy?… motorówk?! A? przetar? szybk? od maski ze zdumienia (jedn? r?k?, bo drug? za?atwia? w?a?nie kolejne monstra). Natychmiast do niej wskoczy?, schylaj?c si? przez gradem pocisków. W??czy? silnik i zacz?? w szybkim tempie odp?ywa? od t?umów stworze? strzelaj?cych do niego z brzegu. „Wreszcie spokój!”- pomy?la?, k?ad?c si? wygodnie. Wtedy spostrzeg? mas? czerwonych robaków k??bi?c? si? na suficie. „Psiakrew!”
By?y to bardzo niebezpieczne stworzenia, p?ywaj?ce w kwasie lub przyczepiaj?ce si? do ?cian czy sufitów. Ju? wcze?niej widzia? je w grze i tyle mu wystarczy?o.
Zanim zd??y? si?gn?? po bro?, kilkana?cie z nich ju? na niego spad?o i ciasno oplot?o si? wokó? r?k oraz szyi (co by?o ci??kim zadaniem z powodu he?mu). Bardzo to utrudnia?o i spowalnia?o ruchy ch?opaka, który próbowa? za wszelk? cen? wyswobodzi? si? z u?cisku. Jakby tego by?o ma?o, atakowa?y go kolejne robaki. Jednak ca?y czas mia? wyswobodzone nogi. Z trudem podniós? je do góry, po czym zrobi? najbardziej nieprawdopodobn? spr??ynk? w swoim ?yciu. Wymaga?a od niego zu?ycia ogromnej ilo?ci si?y, ale da? rad?. Szkodniki spad?y na dno ?odzi z plaskiem, po czym zosta?y rozdeptane na miazg?. To jednak nie da?o a? tak wiele; dziesi?tki kolejnych robali spada?o na motorówk?, a inne wyp?ywa?y z rzeki chemikaliów i wchodzi?y na pok?ad. Ch?opak wiedzia?, ?e karabin na niewiele mu si? zda w walce z nimi: móg? podziurawi? ?ód?, spowodowa? spadni?cie sufitu na jego g?ow?, a na o?lep w kwas nie by?o sensu strzela?. Musia? wi?c radzi? sobie r?kami i butami.
Po minutowej, wbrew pozorom, niezbyt wyczerpuj?cej walce, George dop?yn?? do drugiego brzegu.
Wyszed? triumfalnie na kafelki, dzier??c w r?kach karabin laserowy i zacz?? wypatrywa? potencjalnych zagro?e?. Zauwa?y? wiele cia? potworów i ludzi (terrorystów z fabryki, by?a blisko) na pod?o?u, ale nic poza tym. Ca?y czas czu? si? jednak obserwowany. Faktycznie, chwil? pó?niej zza za?omu korytarza wysz?o 10 mutantów z broni?. Szybko si? z nimi rozprawi?. Troch? zdziwiony stwierdzi?, i? na samym ko?cu troch? ma?o tych potworów… ale nie narzeka?. Mia? ich ju? serdecznie dosy?. Poszed? dalej, lecz spotka? tylko kilkana?cie trójokich wilków. W czasie potyczki zosta? ugryziony w nog?, ale nie odniós? powa?niejszych obra?e? (mimo ?e jego zdaniem wilki by?y najniebezpieczniejsze ze wszystkich poznanych tu stworów).
Nagle zauwa?y? jaki? metalowy fragment powierzchni. To kawa?ek ?ciany fabryki! Spostrzeg? migaj?ce miejsce na umieszczenie bomby. Przyczepi? j? tam. W tym momencie pojawi? si? napis:
GRATULACJE! UKO?CZY?E? GR?! i ogromny wybuch.
Zdumiony George znowu wpad? w migaj?cy wir. Kilka sekund pó?niej spad? z ogromn? si?? na dywan w swoim pokoju.
Nie móg? w to uwierzy?. Znowu by? w domu!!! Krzykn?? g?o?no ze szcz??cia, ale zaraz si? uciszy?, bo wiedzia? jak zareaguje jego mama. Rozgl?da? si? z zachwytem po pokoju, dopiero teraz zauwa?aj?c, jak mu tego w ci?gu ostatniego kwadransa brakowa?o. Jednak zaraz pomy?la? o czym? jeszcze: gdzie jest Samuel?
W tym momencie spostrzeg? migaj?cy py?ek unosz?cy si? wokó? biurka z komputerem. Pojawi?a si? tam posta? w ?ó?tym kostiumie ochronnym. To Samuel! Przemówi?:
- Musia?e? to przej???! Teraz na zawsz? pozostan? wi??niem gry! Nie odpuszcz? ci tego! Poznasz mój gniew!!! – Po tych s?owach znikn??. Lever pomy?la? ze smutkiem, ?e nigdy nie pozna tajemnicy tej?e gry. Najbardziej przera?a? go jednak perspektywa trzymania jej w dalszym ci?gu w domu.
Ju? chcia? j? odinstalowa?, ale by? tak zm?czony i mia? sucho w gardle. Postanowi? najpierw napi? si? wody, a pó?niej to wyrzuci?. Zbiega? w?a?nie po schodach, próbuj?c och?on?? po ostatnich prze?yciach. Nie us?ysza? g?o?nego ,,bzyyyyyt” w jego pokoju i nast?puj?cego po tym warkni?cia…


By?a ju? po dwudziestej trzeciej, gdy Lever obudzi? si?. ,,Mi?tol?c” ko?dr? my?la?, czy nie powinien komu? opowiedzie? swojej przygody. Po chwili wahania odrzuci? ten pomys?, nikt mu nie uwierzy i wezm? go za wariata; którym by? mo?e by?. Niestety, ch?opak nie potrafi? odrzuci? tej mo?liwo?ci. Zastanawia? si? w?a?nie nad ostatnimi s?owami Samuela, gdy us?ysza? jaki? d?wi?k.
Zdziwiony spojrza? w stron?, z której dochodzi?. A? otworzy? usta, by krzykn??, lecz z jego gard?a wydosta? si? s?aby skrzek.
Spod biurka spogl?da?o na niego troje wielkich, ?wiec?cych w ciemno?ci oczu…

KACPER WENZEL
P.S. Je?li który? z Was by?by na tyle g?upi, ?eby to skopiowa? i opublikowa? jako swoje, to :ble: , bo ju? wcze?niej je rozes?a?em do znajomych
i jest to na Necie.[/i]
Ostatnio zmieniony przez KacperW 2011-01-15, 13:16, w całości zmieniany 5 razy  
0
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

https://discord.gg/TGxXhe4

Stworzył PatrykSpec | bilety lotnicze
Zakaz usuwania linku autora ze stopki